Przed przylotem do Kuaisi już wiedziałem co zjeść w Gruzji, jednak podczas krótkiej podróży udało mi sie spróbować kilku kulinarnych niespodzianek.
Pierwsze co zrobiłem od razu po przebudzeniu w Kutaisi, to obrałem kierunek na targ. Bazar miejski to zazwyczaj idealne miejsce aby poczuć nietylko lokalny klimat ale i mix smaków.
Spis treści
Chaczapuri megruli – podwójny ser, podwójna energia
Koszt: 4 Lari
Gdzie: stoisko pani Tamriko, trzeci rząd od wejścia, flaga Imeretii nad głową
Opis: placek ten sam co rano, ale ser posypany też na wierzch – tworzy skorupkę złotą jak kutaisińskie popołudnia. Pani kroi na cztery ćwiartki, polewa łyżką masła, którą właśnie roztopiła na blasze. Kęs: chrup, potem miękko, potem kolejny. Mówię „gemrielia” (bardzo dobre), ona uśmiecha się i dokłada za darmo kawałek chleba, żebym maczał w serze. W Kutaisi taka wersja to podpis miasta – jak nie zamówisz megruli, to tak jakbyś nie był.
Chinkali – pierogi, które je się ręką
Tutaj nie ma bajerowania – po prostu zamawiam porcję: 4 razy po 5 sztuk i dwa piwa. Razem wychodzi około 50 zł, czyli 13-14 Lari za zestaw. Mięsne są moje numery jeden: rosół w środku pachnie kolendrą, mięso jest dobrze doprawione, nie ostro, ale intensywnie. Serowe też lubię – ciągnący się sulguni, łagodny, ale wciąż z charakterem. Ziemniaczane i grzybowe testowałem, ale to mięso i ser lądują na moim talerzu najczęściej. Jem rękoma, bo inaczej się nie da – kłosek zostawiam na stosiku, żeby policzyć, ile zjadłem (i ile zapłacę).
Chadi – kwadrat, który się sypie
Ktoś mówi po gruzińsku, że „trzeba jeść nad talerzem”, ale ja już wiem – lepiej nad kartką. Biorę chadi – cienkie ciasto francuskie, w środku ser sulguni. Pierwszy kęs: płatki masła spadają na buty, ser lekko słony, ciepły jeszcze. Gołębie czekają, ale ja jestem szybszy – zjadam w trzy minuty i idę dalej, bo za rogiem czai się kolejny zapach.
Lobiani – bułka z fasolą, postny przerywnik
Wchodzę do piekarni „Mze” – charakterystyczny zapach kminku na całej ulicy. Biorę lobiani – podłużną bułkę z fasolą w środku. Bez mięsa, bez masła – idealna na dni postne. Jem na ławce przed teatrem, obok starszy pan je trzy sztuki i popija czaczą. Ja ograniczam się do jednej – bo przecież za chwilę znów czuję ser z pobliskiego stoiska.
Kubdari – mięsny okrąglak na drogę
Docieram do piekarni „Svaneti” – piec opalany drewnem, placek wchodzi na żar, wychodzi z bąblami. Biorę kubdari – drożdżowe ciasto, w środku wołowina z kminkiem i adjiką. Kęs: chrupiący spód, soczyste mięso, czuć pieprz i kolendrę. Pakuję „na drogę” – w samochodzie pachnie jak gruzińska wersja burgera, tylko bez papierka.
Gruzińskie Wino – kupisz je wszędzie, ale…
Gruzja słynie z win, więc butelkę znajdziesz nawet w budce z gazetami. Ja jednak polecam od razu kierować się na kutaisiński targ Moedani – tam oprócz churchkhela i sera kupisz też całą alejkę „płynnych pamiątek”. Różnica w stosunku do sklepu? Wszystkiego możesz spróbować, zanim zapłacisz.
Pierwsza stoiskowa propozycja – białe, słodkie, lekko musujące. Pani zachęca: „Spróbuj!” i nalewa do szklanego kieliszka, który wygląda jakby wczoraj służył jeszcze do wódki – obity, matowy, z miniaturowym odpryskiem na nóżce. W głowie mam tylko jedno: „Ile osób przede mną piło z tego samego naczynia…?”. Łykam – smak śliwkowo-winogronowy, słodki, prawie jak musujący sok dla dorosłych. Rozpływa się w ustach, więc pytam o cenę: 38 GEL za litrową butelkę po… Coca-Coli. Nie jest tanio, ale skoro tak mi smakuję – biorę.
Co ciekawe, prawie wszystkie trunki stoją właśnie w takich przerobionych plastikach – po coli, sprite’u, nawet po wodzie mineralnej. To tu jest lokalna „etykieta” i dodatkowy test: jeśli kolor płynu nie zgadza się z oryginalną zawartością, wiesz, że to domowy produkt.
Czacza – dziadzia, która rozgrzewa bardziej niż Kutaisińskie słońce
Kilka kroków dalej stoi beczka z czerwoną zakrętką i kartką „45 %”. To czacza (lokalni wymawiają to bardziej dziadzia), czyli winna wódka; wacha się od 40 do nawet 65 %. Im wyższy procent, tym większy „kopniak” – 45 % rozgrzewa przyjemnie, 60 % może wywrócić kubki smakowe do góry nogami. Smak? Jak wódka, ale z lekką, winogronową słodyczą i delikatnym bimberowym finiszem.
Ja wybieram wersję 45 %, półlitrową butelkę po… napoju energetycznym – koszt 10 Lari. Piję małymi łykami, często z kęsem chleba albo ogórka – tak radzą miejscowi.
Porównałbym to do naszego bimbru, procentów alkoholu prawie nie czuć a rozgrzewa konkretnie.
Churchkhela – orzech w „mandżurze”, czyli gruzińskie słodycze
To nic innego jak orzechy włoskie nawleczone na sznurek bawełnny i zanurzone w zagęszczonym soku winogronowym z mąką żytnią lub skrobią. Po wystygnięciu tworzy skorupkę, w środku zostaje miękka, galaretkowa masa. Zero czekolady, zero tłuszczu – tylko cukier naturalny i białko z orzecha. Dlatego w górach nazywają to „energetyk stulecia”.
Smaki zalew – krótka ściągawka
- Winogrona białe – najpopularniejsza, słodka, lekko kwaskowa
- Winogrona czerwone – ciemniejsza skorupka, bardziej „winny” posmak
- Sok z fig – zielonkawa zalewa, słodsza i bardziej syropowa
- Sok z kiwi – jasnozielona, lekko cierpka, sezon: wrzesień-październik
- Sok z granatu – rubinowa, najbardziej kwaskowa, działa jak witamina C w pigułce
- Karmel winogronowy – ciemnobrązowa, najsłodsza, dla dzieci (i łasuchów)
Jak się to robi – krok po kroku
- Orzechy łupiesz, układasz na sznurku w odstępach 1,5 cm.
- Sok winogronowy gotujesz z mąką żytnią do momentu, aż zrobi się gęsty jak budyń (ok. 30 min).
- Zdejmujesz gar z ognia, czekasz aż temperatura spadnie do 80 °C.
- Nawleczony orzech maczasz w gorącej zalewie, obracasz, czekasz 5 sekund, wyjmujesz.
- Suszysz 2-3 dni w przewiewnym miejscu – skorupka błyszczy jak lakier.
Spróbuj swoich sił
Bierzesz wycieczkę z GetYourGuide do Kanionu Prometeusza – w programie jest przystanek w lokalnej winiarni. Poza winem i czaczą dostajesz też tackę z 6 rodzajami churchkhela: klasyczna, figowa, kiwi, granat, karmel i „extra orzech” (podwójna porcja włoskiego). Jeśli trafisz w sezon (wrzesień-październik), właścicielka pozwoli nawlec własny sznurek i zanurzyć w zalewie – wychodzi jedna sztuka do zabrania, owinięta w papier śniadaniowy. Rezerwacja przez GetYourGuide: masz transport, ceny bez dopłat i dokładny plan dnia – bez wymyślania i kombinowania.
Podsumowanie – kutaisiowski talerz w 48 godzin
Jeśli masz tylko weekend, zacznij od targu Moedani: chaczapuri megruli (4 Lari), porcja chinkali mięsnych (5 × 1,2 Lari) i churchkhela z figą (4 Lari) – masz kompletny posiłek za mniej więcej 15 Lari (ok. 20 zł). Do tego butelka własnego wyboru (3-5 Lari) i czacza 0,2 l (5 Lari) na wieczór nad Rionem.
Największy fun? Próbowanie na żywo – bez menu, bez etykiet, tylko zakrętka, kieliszek i „gaumarjos!”.
Jeśli nie chcesz kombinować z transportem i godzinami otwarcia, weś wycieczkę z GetYourGuide – w jednym dniu masz kanion Prometeusza, lokalną winiarnię i warsztat churchkhela, a cena zawiera przewodnika, degustacje i wygodny powrót do centrum Kutaisi. Smacznej podróży!